yeah udało sie :) długo było ale pogoda ekstra, jechałem na home made koksie, sol cytryna i miod i sie spoko sprawdzal.
No to tak: wilanów tam i spowrotem 2 razy po ścieżce, reszta w kabackim troche po moich kółkach troche na zasadzie o a skręce sobię w lewo :). Pogoda cudowna cieplutko, tylko przez to przez pierwsze 2 godziny troche mijania było, później już większość powracała do domów.
Już mnie to wkurzylo że wchodze na ten rower pociskam na maksa i żadnej w sumie z tego przyjemności nie ma oprócz lepszej kondycji i tej chwili przyjemności na mecie maratonu.
Dlatego właśnie dzisiaj hardcorowa jazda po ulubionych zjazdach w kabackim :)
Długo nie jeździłem z powodu pozdzieranych stóp - włożenie nogi do buta było cudem. W niedziele maraton, mam skręcony nadgarstek, stopy bolą nadal. Będzie ciężko, zobacze czy dam rade.